Głosowanie w Parlamencie Europejskim 13 listopada 2025 r. przyciągnęło uwagę wszystkich, którzy obserwują zmiany w przepisach dotyczących sprawozdawczości i należytej staranności. Jego wynik oznacza dalsze utrudnienia w dostępie europejskich spółek do finansowania. Dużo słów padło na ten temat podczas posiedzenia ESMA CWG SSC. Jednak poza problemami z dostępem do danych wiele elementów systemu zrównoważonych inwestycji dobrze się rozwija. Na czym skupia swoją uwagę ESMA i jakie to może mieć efekty dla spółek?
Uczestniczę w pracach CWG SSC (Consultative Working Group przy Sustainability Standing Committee) od ponad roku. W ramach prac przedstawiciele wszystkich organów nadzoru nad rynkami kapitałowymi w Unii Europejskiej uzyskują informacje bezpośrednio od przedstawicieli różnych interesariuszy: spółek, firm inwestycyjnych, agencji ratingowych, organizacji dbających o prawa inwestorów. Każdy poruszany temat kończy się dyskusją.
Jednym z głównych punktów spotkania 12 listopada 2025 r. było omówienie planu prac ESMA na lata 2026-2028. System regulacji dotyczących zrównoważonych inwestycji jest niemal kompletny (ostatni element, czyli rozporządzenie w sprawie ratingów ESG zaczyna obowiązywać w pełni w przyszłym roku), ale pewne jego fragmenty będą podlegały zmianom. Już za kilka dni poznamy oficjalnie plan Komisji w zakresie rewizji rozporządzenia SFDR. Reakcja rynku na przecieki dotyczące tego, jakich zmian powinniśmy się spodziewać, jest umiarkowanie pozytywna. Kluczowe elementy rozporządzenia zostaną zachowane, a przede wszystkim uporządkowana zostanie kwestia typologii i nazewnictwa funduszy.
Pracując nad projektem zmian w SFDR, Komisja korzystała z osiągnięć ESMA w zakresie wytycznych dotyczących nazewnictwa funduszy. Wprowadzenie ich porządkuje komunikację, zmniejszone jest prawdopodobieństwo greenwashingu, a zmiany, wbrew obawom wielu osób, nie doprowadziły do odpływu środków. Co ciekawe, inwestorzy są bardziej lojalni wobec funduszy o zrównoważonym charakterze, bo nawet w gorszych okresach nie wycofują z nich środków tak chętnie, jak z tradycyjnych produktów inwestycyjnych.
Jednym z poważniejszych tematów, które omawialiśmy, była kwestia inwestycji w sektor obronny w ramach sustainable investment. Obecne regulacje nie wykluczają automatycznie sektora obronnego ze zrównoważonych inwestycji, z wyjątkiem finansowania kontrowersyjnych rodzajów broni. Inwestowanie w spółki produkujące broń są jednak narażone na szereg ryzyk dotyczących praw człowieka, etyki, korupcji, cyberbezpieczeństwa i związanych z nieprawidłowym wykorzystaniem produktów. Warto jednak zastanowić się, czy powinno się próbować zmieścić obronność w domenie zrównoważonego rozwoju. Czy wszystko, co rozwijamy, w co inwestujemy, musi być zrównoważone? Czy to nie prowadzi do dewaluacji znaczenia sustainability?
Najżywiej dyskutowanym tematem był problem ograniczenia o ok. 95% ilości danych dotyczących zrównoważonego rozwoju, które będą trafiały do systemu sustainable investments po wejściu w życie zmian wynikających z Omnibusa. Odniosłem wrażenie, że nie wszyscy obecni na spotkaniu zdawali sobie sprawę ze skutków deregulacji w tym zakresie. Gdy zabraknie pierwotnych danych pochodzących ze spółek, na jakiej podstawie dostawcy danych będą szacowali dane, które później będą stanowiły podstawę podejmowania decyzji inwestycyjnych przez fundusze?
Wniosek z dyskusji był jednoznaczny: przyszłość zrównoważonych inwestycji w Europie zależy od tego, w jakim stopniu fundusze, inne instytucje finansowe i nadzorcy przekonają przedsiębiorstwa, że warto dobrowolnie raportować i robić to solidnie. Jeśli to nie nastąpi, to już za dwa-trzy lata fundusze, nie mając wiarygodnych celów inwestycyjnych w Europie, będą wspierały rozwój przede wszystkim spółek w tych krajach, które rozwijają swoje systemy sprawozdawczości zrównoważonego rozwoju.
